Start - Materiały - Artykuły - Staromodne spotkania modlitewne
Staromodne spotkania modlitewne

Co się stało z tymi staromodnymi spotkaniami modlitewnymi w lokalnych kościołach?

W wielu miejscach spotkania modlitewne zostały wplecione w inne nabożeństwa, lub całkowicie ich zaprzestano z powodu braku zainteresowania wśród członków. Tendencja ta jest nieznana w kościele Nowego Testamentu który „trwał wiernie w modlitwach”.

Nie ma ważniejszego nabożeństwa w lokalnym kościele niż nabożeństwo modlitewne. Obserwuj kościoły, które doświadczały przebudzenia, fundamentalne w wierze i praktyce, a zauważysz, że ich wzrost w mocy i duchowej efektywności korespondował z ich silnym naciskiem na spotkania modlitewne. Nie ma wątpliwości, że wielu pastorów i zborów wyszukuje argumentów i racjonalizuje sprawy tak, aby zaspokoić i usprawiedliwić siebie w nie posiadaniu takich nabożeństw.

Niektóre kościoły tak bardzo zachłysnęły się liczbami, że doszły do przekonania, że ich siła jest w liczbie i dlatego zrezygnowały z nabożeństw modlitewnych dla spotkań innego typu (formy), które będą atrakcyjniejsze dla większej ilości ludzi. W tym miejscu musimy uczyć się ze Słowa „gdyż Panu nietrudno wybawić przez wielu czy przez niewielu” (1 Księga Samuela 14,6).

Każdy kościół powinien mieć ustanowione nabożeństwa podczas których ludzie gromadzą się, aby nic innego nie czynić, jak tylko się modlić. Spotkania pobożnościowe tej natury zaopatrują w taką duchową siłę, której żadne inne spotkania nie dostarczą. To jest właściwy motor napędowy dynamiki całego kościoła.

Kościoły, które znane były jako wspaniałe, to były te kościoły, który kładły olbrzymi nacisk  na spotkania modlitewne. One produkowały matki w Izraelu i ojców na Syjonie, którzy wiedzieli jak wstawiać się, modlić, przemodlić i zwyciężać z Bogiem. Kiedy kościół gromadzi się razem przy ołtarzu, jest tam jednoczący duch, który sprawia, że zgromadzenie staje się potężną siłą w Bożym ręku, której nic nie może dorównać ani pokonać. To jest tak proste nabożeństwo, że ci którzy nie są duchowi, nie mają wejrzenia w sprawy duchowe i nie są wrażliwi i wnikliwi duchowo, będą obniżać wartość tych nabożeństw i robić wszystko, aby minimalizować ich znaczenie.

W tym miejscu dobrze będzie zaczerpnąć lekcje z wczesnego kościoła, który oddał się społecznej – wspólnotowej – modlitwie. Czasami są sezony, gdy musimy ukryć samych siebie w sekretnym miejscu przed Bogiem, w osobistej modlitwie i oddaniu się Jemu. Ale to nie jest pełny program modlitwy. Wczesny kościół spotykał się razem, aby modlić się i szukać Boga w różnych sprawach i potrzebach oraz otrzymywać rozwiązania problemów. Kościół również był na modlitwie w Wieczerniku, kiedy Duch Święty zstąpił na nich. Mówiąc dokładnie oni zostali przyobleczeni, uprawnieni i napełnieni mocą podczas bycia i zaangażowania na spotkaniu modlitewnym! Jeśli dzisiaj nie lubimy spotkań modlitewnych to z pewnością nie bylibyśmy tam i wtedy, ale tak jak ci co odeszli, znaleźlibyśmy inne zajęcie.

Jeśli kościół ma zachować ten poziom duchowości, spotkania modlitewne musza być kontynuowane. Kiedy kościół stanął w obliczu prześladowań, lub trudności, które wydawały się nie do pokonania, zwoływali spotkania modlitewne i „podnieśli jednomyślnie głos do Boga” (Dzieje Apostolskie 4,24). Rezultatem tego spotkania modlitewnego było to, że „zatrzęsło się miejsce, na którym byli zebrani, i napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i głosili z odwagą Słowo Boże. A u tych wszystkich wierzących było jedno serce i jedna dusza” (Dzieje Apostolskie 4,31-32). Jestem przekonany, że spotkania modlitewne przynoszą takie same efekty również dzisiaj!

Daj mi grupę modlących się razem świętych, a nie będą się martwił o tłumy, finanse, ani żadną inną dziedzinę działalności Kościoła. Kiedy kościół raz jeszcze kładzie nacisk na spotkania modlitewne, wszystkie inne nabożeństwa będą przez to przemienione, a życie kościoła nabierze niezwykłego tempa i żywotności.

 

Dr Ray H. Hughes – wybitny kaznodzieja, naukowiec, duszpasterz, rektor uniwersytetu i jedna z najwybitniejszych postaci kościoła zielonoświątkowego w XX wieku. Przez trzy kadencje był prezbiterem naczelnym najstarszego Kościoła Zielonoświątkowego w USA (Church of God).